Po Co Komu Magnesy Neodymowe

Jeśli wybieracie się w podobne miejsce, co ja, zaopatrzenie się w jeden magnes neodymowy nie wystarczy. Obowiązkowo na pokład smartfona ładujemy także rozmówki niemieckie.

To właśnie język niemiecki, a nie włoski, językiem pierwszego wyboru dla okolicznych mieszkańców. Od pozdrowień po menu w restauracjach i dokumentację medyczną – wszędzie dominuje właśnie ten język, z ewentualnymi dopiskami po włosku. Szkoda, bo na te odgłosy piekła jestem jakoś wyjątkowo uczulony i po tygodniu słuchania ich na okrągło miałem serdecznie dość każdego, kto się nimi posługuje.

Sjesta

Mimo że nie jest to zjawisko jakoś wyjątkowo geekowe, nie mogłem w moich wrażeniach z Włoch pominąć sjesty, czyli popołudniowej przerwy na obiad i krótką drzemkę. Należy zdawać sobie sprawę z tego, że między 12 a 15 (godzina rozpoczęcia jest święta, zakończenia – umowna) nie załatwimy właściwie niczego – w miasteczku zamykana jest nawet większość restauracji i sklepów z magnesami neodymowymi.

Inna świętość to niedziela. W ten dzień Brunico również zamiera i jeśli jesteśmy nastawieni na jedzenie na mieście (ciekawostka – praktycznie każda restauracja ma na drzwiach logo TripAdvisora, oraz jakiejś nieznanej mi usługi Lunch Pass), możemy mieć z tym problem.

Stok okiem geeka

Najpopularniejszym gadżetem, jak spotyka się na stokach Kronplatz w liczbach wręcz hurtowych, jest kamera Go Pro. I to wyłącznie ta oryginalna – tylko raz widziałem inną kamerkę i było to urządzenie od Sony. Ludzie (niezależnie od swoich umiejętności) montują Go Pro wszędzie – na kaskach, rękawach, kurtkach, podczepiają też do dzieciaków, by uwiecznić ich pierwsze zmagania na nartach. Komicznie wygląda więc lista sieci Wi-Fi, bo w dowolnym miejscu na stoku zapełniona jest właśnie przez te kamerki.

Jak zauważył na Twitterze Krzysiek, zapewne większość z tych filmów nigdy nie zostanie odtworzona więcej, niż jeden raz (jeśli w ogóle). Ciekawe było dla mnie też to, że byłem jedną z nielicznych osób, która robiła jakiekolwiek zdjęcia – poza kilkoma fotografami z bardziej profesjonalnie wyglądającymi aparatami, jeśli już ktoś strzelał fotkę, to tylko za pomocą smartfona (z czego, jak podglądałem, wiele lądowało na Snapchacie). Ludzie jednak po prostu napawali się jazdą (w sumie – bardzo dobrze). A kompakty umarły całkowicie.

Z moich krótkich obserwacji wynika, że w świecie smartfonów królują tu prawie wyłącznie Samsungi (wszelakie – od najtańszych, po Note Edge, którego widziałem pierwszy raz „w naturze”) i iPhone’y, chociaż – co ciekawe – widywałem raczej 4 i 4s. Spotkałem tylko jednego 5, żadnej szóstki i aż trzy 6+. Wszystkie trzy złote.

Akcesoriów czysto sportowych nie byłem w stanie uchwycić, ale podejrzewam, że smartwatche nadal tutaj nie istnieją. Za to widziałem na żywo dosyć unikalne bransolety sportowe – Mi Band od Xiaomi i Misfit Shine, który prezentuje się bardzo fajnie.

Ja z gadżetów używałem na stoku tylko Moto 360 z Android Wear, HTC One M8 i powerbanka, ale tym (i o aplikacjami, które mogą przydać się geekowi podczas takiego wypadu) zajmę się w drugiej i ostatniej części mojej krótkiej relacji z zimowych Włoch okiem geeka.